Szkoła Dobra i Zła pokazuje, że Netflix wciąż nie wie, jak robić hity

Bw 2017 roku pomysł na przebój kinowy na żywo wydawał się nieco niedorzeczny. Kiedy pojawił się Netflix Jasne — bezlitośnie wypłacony 100 milionów dolarów film „Ork gliniarz” z Willem Smithem w roli głównej — wydawał mi się szalonym szaleństwem społeczeństwa pijanego własnym sukcesem. Pięć lat, jedna pandemia i trzy premiery później, tak brzmi perspektywa wypuszczenia przez Netflix filmu w skali przyszłego piątku.

Najnowsza droga wersja, która ma uświetnić katalog streamerów, to Szkoła dobra i zła. Wyreżyserowane przez Paula Feiga (Druhny; 2016 Pogromcy duchów), film opowiada o dwóch nastoletnich dziewczynach, które zapisują się do szkoły czarodziejów podzielonej na dwie skonfliktowane frakcje (dobrą i niezbyt dobrą). Całość jest swego rodzaju mieszanką różnych tropów fantasy i baśniowych – Harry Potter do końca Shrek. IP domeny publicznej jest chciwie grabione dla postaci: szkoła łączy postacie, takie jak potomkowie króla Artura z synem Prince Charming i córką szeryfa Nottingham. Zapożycza również ze sprawdzonych formuł Netflixa. Sceny królewskiej sukni balowej wydają się wyrwane z estetyki Bridgertonpodczas gdy są odcienie fantazji, takie jak piaskowy człowiek w jego fantastycznych nadprzyrodzonych sekwencjach.

Jedyny problem? Boleśnie jest patrzeć. Za prawie dwie i pół godziny Szkoła dobra i zła to napięty, często bezsensowny opór, który krytycy szybko rozerwali na strzępy. Odbiorcy, jeśli wierzyć zbiorczym wynikom, byli dla niego znacznie milsi, ale nawet pobieżne spojrzenie na media społecznościowe pokaże, że reakcje wiernych Netflixa były zdecydowanie mieszane. Dla Netflix taki chłodny odbiór stał się normą.

Nie oznacza to, że Netflix nie jest w stanie produkować świetnych oryginalnych treści. W rzeczywistości produkuje lub dystrybuuje wiele najlepszych filmów ostatniej dekady Historia małżeństwa na Nieoszlifowane kamienie szlachetne. Ale jeśli chodzi o duże, wysokobudżetowe wielbiciele tłumów, jest to oszustwo po dupie. Wśród filmów dziewięciocyfrowych Ir (160 milionów dolarów) jest samodzielnym arcydziełem – a nijaki, trzyipółgodzinny film gangsterski Martina Scorsese nie wyobraża sobie popcornu. Sprawdź pozostałe flagowe filmy Netflixa i są to podobne filmy czerwony alarm, Szary człowiek, Potrójna granica oraz 6 Pod ziemią: nijakie thrillery bez kulturowej długowieczności.

W tym momencie jest powszechnie akceptowanym faktem, że wydania Netflix generalnie cieszą się jedynie błyskawicznym sukcesem, taki jest nieustanny nacisk firmy na nowe cotygodniowe wydania. Ale kiedy wydajesz ogromne sumy pieniędzy na coś, co zostaje zakopane i zignorowane w ciągu kilku dni, musisz pomyśleć o rentowności całego przedsięwzięcia.

Teraz można argumentować, że nijakie hity Netflixa po prostu wskazują na szerszy brak przyzwoitych, wysokobudżetowych filmów w branży. Oczywiście jest w tym trochę prawdy – wiele najbardziej udanych filmów tego roku jest tak samo słabych, jak to, co przedstawia Netflix, jeśli nie gorszych (patrząc na ciebie, Jurassic World Dominion). Ale w tym roku zobaczył na własne oczy Ordynans oraz Top Gun: Maverick do multipleksów – dwóch dobrze przyjętych, charyzmatycznych hitów, za które Netflix z pewnością by zabił. Do diabła, nawet Sam Raimi Doktor Strange sequel miał przebłyski filmowej brawury.

Laurence Fishburne jako tajemniczy nauczyciel w „Szkole dobra i zła”

(Netflix)

Z jakiegoś powodu próby Netflixa, by wypełnić tego rodzaju pizzę na rynek masowy, zawsze kończą się rozczarowaniem i Szkoła dobra i zła z pewnością nie jest wyjątkiem. Wydaje się, że częstym refrenem wśród recenzentów było to, że film mógłby lepiej działać jako serial telewizyjny. Czy możesz sobie wyobrazić kogoś, kto kiedykolwiek to powiedział? Szczęki? Lub Awatara? Lub Ulewa? To byłoby świętokradztwo.

Z jakiegoś powodu Netflix wciąż próbuje przeskoczyć do wielkich lig. Ale na razie przynajmniej wygląda na to, że będą próbować.

Leave a Comment