Jerry Lee Lewis: Posłuchaj 10 piosenek pioniera rock’n’rolla

Nigdy się nie uspokoił.

Jerry’ego Lee Lewisa, który zmarł 28 października, był zaciekłym pionierem rock’n’rolla: biały Południowiec, który pogrążył się w czarnej muzyce, muzyk boogie-woogie z dwiema pięściami na pianinie, blues growler, country jodeler, oddany śpiewak gospel i artysta, który może wybuchnąć. stopę na klawiaturze lub rozświetl pianino. Jego życie osobiste było burzliwe, naznaczone burzami, ekscesami, uzależnieniami i rozwodami. A jego muzyka, chociaż tworzył ją w latach 60. i 70. w ramach wiejskiego establishmentu Nashville, została poturbowana w więzieniu. Jego fortepian eksplodował tremolo i glissandami; jego głos podskakiwał, skręcał się, wzbijał i krzyczał.

Jego najbardziej niezatartymi piosenkami były wczesne bomby, które nagrał dla Sun Records w latach pięćdziesiątych: muzyka, która odzwierciedlała i łączyła muzykę kościelną, której słuchał dorastał, muzykę country, którą słyszał na Grand Ole Opry oraz blues, rhythm and blues, który przesiąknięty przez zakradanie się do dużego domu Haneya. Nie napisał wielu piosenek, ale kiedy wyrobił sobie markę, autorzy piosenek dostosowali dla niego materiał. A kiedy zdecydował się na przedstawienie, nie okazał mu szacunku i żadnej litości.

Oto 10 niezapomnianych piosenek Jerry’ego Lee Lewisa z prawie 60-letniej kariery nagraniowej:

Bezczelna ambicja definiuje pierwszy przebój Lewisa, z jego dudniącym rytmem boogie-woogie, jego dumnymi instrukcjami tanecznymi – „Wszystko, co musisz zrobić, kochanie, to stać w jednym miejscu i poruszać się trochę” – i jego nagłe, wulkaniczne solo na pianinie.

Ostateczna piosenka Jerry’ego Lee Lewisa napisana przez Otisa Blackwella to dwuminutowa lekcja wirtuozerii i hałaśliwej wolności. Lewa ręka Lewisa wybija rytm, podczas gdy jego prawa rzuca w niego synkopowane akordy lub dryfuje w nagłych glissandach. Jego głos nie jest skrępowany tym, co robią jego palce; trzęsie się, wyrzuca szybkie sylaby i trampoliny w falset. Kiedy śpiewa: „Pocałuj mnie kochanie — mmm, dobrze się czuję!”, to po prostu samozadowolenie z siebie.

Nagrywając w Star-Club w Hamburgu w Niemczech, gdzie Beatlesi mieli drewutnię, młodzieńczą energię Lewisa podsycał wrzeszczący, gwiżdżący tłum. Wygląda na to, że ma ochotę rozbić każdą nutę na klawiaturze, a utwór zaczyna się szybko i dopiero stamtąd zaczyna.

Korzenie Lewisa z Luizjany są nie do pomylenia w tym oszałamiającym utworze R&B w stylu nowoorleańskim, uzupełnionym o róg i ekstrawagancki filigran prawej ręki. Lewis wygląda na bardziej rozbawionego niż przygnębionego, gdy śpiewa o skradzionej dziewczynie i – aby dodać obrazę do kontuzji – o skradzionym samochodzie.

Pod koniec lat 60. Lewis był reklamowany jako wykonawca country, popisując się swoimi szczerymi kotletami tonka w utworach takich jak „Another Place Another Time”. Stanowcze drżenie w jego głosie i postrzępiony ton, kiedy śpiewa o „bezsennych nocach”, to klasyczny country, ale sposób, w jaki wyciąga niektóre słowa i trzyma inne do ostatniej chwili, wciąż należy do niego.

Tom T. Hall napisał tę piosenkę, zaśpiewaną przez ciężko pijącego honky-tonk patrona, którego piosenka doprowadza do łez: „Jerry Lee robił wszystko dobrze, dopóki muzyka nie zaczęła”, śpiewa Lewis, umieszczając swoje imię w piosence. często to robił. Ale nawet gdy pogrąża się w smutku, wciąż wydaje w refrenie jodłujące i chlupoczące pianino.

W piosence country dostosowanej do reputacji dzikiego człowieka Lewisa śpiewa o prowadzeniu wiernego, umiarkowanego życia. „Stary Jerry Lee musiał być takim głupcem”, żartuje, wyjaśniając, że jest niepoprawny; lata później zaśpiewał ją z Keithem Richardsem.

Napisany przez Charliego Richa, „Who Will the Next Fool Be” był szeroko komentowany przez wokalistów soulowych, zanim Lewis nagrał go na swoim albumie o tej samej nazwie z 1979 roku z zespołem studyjnym, w którym znalazł się gitarzysta Elvisa Presleya, James Burton. Lewis śpiewa, aby wydobyć paskudną passę za bluesową piosenką; po zwróceniu uwagi na członków zespołu gra asertywne solo na pianinie, a potem nonszalancko gwiżdże przez zakończenie.

Lewis zmienił standard z „Czarnoksiężnika z krainy Oz” w walca country, używając szorstkiego głosu w swoim znużonym drogą głosu, aby tęcza wydawała się bardzo odległa. Ale kiedy sekcja smyczków grała prosto, jego fortepian wciąż był nie do opanowania, przechadzając się niedbale za rytmem i kaskadując przez jego solówki.

Na „Last Man Standing”, triumfalnym, sprzedanym w milionach egzemplarzach albumu gwiazd w 2006 roku, Lewis przenosi „Rock and Roll” Led Zeppelin z powrotem do Luizjany z tekstami równie dowcipnymi, jak jego styl gry na fortepianie. Wymienia się lizawkami z Jimmym Page’em i łatwo go trzymać. „Nie jestem tak młody jak kiedyś” – powiedział Lewis, kiedy byłem przeprowadził z nim wywiad w 2006 r.. „Ale wciąż potrafię grać całkiem nieźle.

Leave a Comment